Skocz do zawartości

Zaloguj przez Facebook Rejestracja

Najnowsze tematy

Wyświetl nową zawartość »


33 odpowiedzi w tym temacie

#1 ~~aaa~~

~~aaa~~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 12:54

2003 Powołany na z-cę Wójta Gminy Wizna
Kto? Jacek Piorunek. I to był właściwy człowiek na właściwym miejscu. Czemu tam nie pozostał?

#2 ~bbb~

~bbb~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 14:17

[quote name='~aaa~' date='24.06.2009, 13:54:20' post='128327']
2003 Powołany na z-cę Wójta Gminy Wizna
Kto? Jacek Piorunek. I to był właściwy człowiek na właściwym miejscu. Czemu tam nie pozostał?

No to może przedstaw całą zawodową historię p.Piorunka. Wiesz dlaczego tego nie zrobiłeś? Ponieważ lubisz manipulować ludźmi.
Tak się składa, że znam zawodową drogę p.Piorunka od momentu ukończenia studiów prawniczych w Białymstoku- jeszcze z czasów NZS i zapewniam Ciebie, że to piękna karta.


#3 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 15:07

CYTAT(bbb @ 24.06.2009, 15:17:06) <{POST_SNAPBACK}>
2003 Powołany na z-cę Wójta Gminy Wizna
Kto? Jacek Piorunek. I to był właściwy człowiek na właściwym miejscu. Czemu tam nie pozostał?

No to może przedstaw całą zawodową historię p.Piorunka. Wiesz dlaczego tego nie zrobiłeś? Ponieważ lubisz manipulować ludźmi.
Tak się składa, że znam zawodową drogę p.Piorunka od momentu ukończenia studiów prawniczych w Białymstoku- jeszcze z czasów NZS i zapewniam Ciebie, że to piękna karta.

i oczywiście jest wielkim specjalistą w prowadzeniu opery, a Niesiołowski do pięt mu nie dorasta.

#4 ~ja~

~ja~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 15:35

A ja myślę, że Niesiołowski powinien przypomnieć sobie co mówił publicznie kilka lat temu: "Jestem zwolennikiem krótkich kontraktów, bo to zmusza do ciągłej pracy nad sobą, do szukania nowych, dobrych pomysłów". I jeszcze: "Nie wyobrażam sobie pracy z orkiestrą, która mnie nie akceptuje". Niestety z tych słów nic nie zostało. Zmiana zdania, czy po prostu manipulacja opinią publiczną? Jestem przekonany w 200 proc., że podpisze kontrakt na te 2,5 roku. Ale spróbować szantażu nie zaszkodzi. A nuż się uda i znowu postawi na swoim?! Tylko zespól musi sobie zmienić, bo ten jest be, i w głosowaniu "wielkiego artystę" obraził. Nie chcą z nim już pracować! Wysłali to do marszałka żeby on też wiedział. Jak mogli oni to zrobić, ci muzycy przebrzydli, no fe po prostu. Nie znają się, a gadają i piszą.

#5 ~lola~

~lola~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 15:42

To jak sobie bez niego dają radę w innych miastach? W ogóle jak to wszystko na świecie funkcjonuje bez jego "charyzmy" i "osobowości artystycznej"?

#6 ~gość~

~gość~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 15:47

Czemu nie napisali w gazecie, że sami muzycy już go nie chcą??? To daje do myślenia. Nie chodzi o to czy mają rację, ale CZEMU O TYM NIKT NIE PISZE?

#7 ~raaf~

~raaf~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 15:47

WCALE bym się nie zdziwił, jakby Dworzański zorganizował w tej operze jeszcze zajęcia z W-F! Nie tylko opera będzie jak kołchoz, ale całe województwo jest zarządzane jak kołchoz. Usia-usia kurpie zielone - oto wizja opery zarządu województwa - świnie paść, a nie do opery w gumofilcach i trampkach się pchać. CO ZA WIOCHA - Dworzański, Tyszkiewicz i reszta.

#8 ~NICK~

~NICK~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 18:26



odp. co się tak emocjonujesz, czy znasz choć jedną treść prowadzonych rozmów Marszałek - Niesiołowski? Dyrektor dawno ma koncepcję dalszego funkcjonownia Opery,jeszcze tego brakuje żeby im wyłożył opracował i przekazał jakiemuś przypadkowemu Dyrektorzynie całą strategię w Prezencie. Na kierowaniu skutecznie i z sukcesem trzeba się znać. Dyrektor ma wszelkie ku temu uprawnienia ale nie przed Tobą ma odkrywać karty. PIENIĄDZE NA BUDOWĘ POCHODZĄ Z UNII , TROCHĘ MA DODAĆ uRZĄD / Minister/, TO NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z DROGAMI I INNYMI INWESTYCJAMI. UWAŻASZ ŻE LEPIEJ INWESTOWAĆ W INNYCH WOJEWÓDZTWACH A NIE ROZWIJAĆ WŁASNE? JAK NIE TERAZ , TO KIEDY/?Masz dzieci ?, to pomyśl o ich przyszłości, stwórz szerokie możliwości w kształtowaniu ich rozwoju, chyba nie przy budce z piwem? Proszę wszystkich muzyków, nie dajcie się, uwierzcie w dobre intencje Nałęcza , to szczególna misja jaką spełniacie. Przecież potraficie się zintegrować dla "wyższej sprawy" Opluwają tu sponsorów, a przecież sami wiecie jak ich jest dużo , szanują Was i pomagają jak mogą Niemal każdy koncert jest sponsorowany - po to ,aby w Białymstoku mogła wystąpić "gwiazda", światowy Zespół, były konkursy i festiwale.a Orkiesta mogła nagrywać wspaniałe, nominowane przez światowe wydawnictwa płyty. Czy ty wiesz coś o edukacji muzycznej dzieci i młodzieży? /900 audycji / ,a o klubie filmowym z pełną widownią, co ty w ogóle jeden z drugim wiesz o tej instytucji? Nałęcz chce dobrze, i tylko on, choć może nie potrafi opowiadać o szczegółach i prawdziwej cenie tej "charówy" - - twardo walczy
o status tej placówki, szacunek do siebie i Zespołu. Sponsorzy - szczególnie w tak trudnych czasach warto inwestować w Filharmonię, muzycy nie wpuśćcie "masówki", to jest miejsce na płytotekę z prawdziwego zdarzenia, studio nagrań , bibliotekę muzyczną, galerię sztuki - Nałęcz potrafi mądrze zagospdarować obiekt i nikt nie mówi , że niepotrzebni są dyrektorzy techniczni, menadżerowie, ale nie dla zapełnienia stołków, takich filharmonia już miała/ jeden obiecywał budowę osiedla dla muz. i "spał" a drugi wyjeżdzał w celach sponsorskich i wracał pod koniec pracy pod "muchą". To dyr.naczelny i artystyczny musi mieć wplyw na to, z kim realizuje artystyczną działalność, cele, oczekiwania środowiska , Polityka - drodzy Panowie przesłoniła Wam jasność myślenia.Zawsze pozostanie niewiadoma ? czy Nałęcz poradził sobie? on ma jak nikt inny prawo pierwszeństwa, dopiero potem można ekperymentować na innych. Orkiestro, była już niejedna "gruba kreska" dajcie sobie sznsę, idzcie za Nałęczem.

#9 ~SŁOWO~

~SŁOWO~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 18:40

Nie rozumiem dlaczego urząd tak długo zwlekał z rozmowami na temat kontraktu z Nałęcz-Niesiołowskim. Przecież dzięki Jego niezłomnej pracy artystycznej i talentom organizatorskim Filharmonia Podlaska w Białymstoku należy dziś niewątpliwie do czołowych instytucji muzycznych w Polsce. Pan Dyrektor zasługuje na najwyższe uznanie, wszechstronne poparcie i objęcie przez Marszałka szczególną opieką Jego wysoce korzystnych i kreatywnych dla Opery i Filharmonii Podlaskiej działań i zabiegów.

#10 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 19:20

CYTAT(raaf @ 24.06.2009, 16:47:34) <{POST_SNAPBACK}>
WCALE bym się nie zdziwił, jakby Dworzański zorganizował w tej operze jeszcze zajęcia z W-F! Nie tylko opera będzie jak kołchoz, ale całe województwo jest zarządzane jak kołchoz. Usia-usia kurpie zielone - oto wizja opery zarządu województwa - świnie paść, a nie do opery w gumofilcach i trampkach się pchać. CO ZA WIOCHA - Dworzański, Tyszkiewicz i reszta.

a może Dworzański sam chce zostac dyrektorem opery.

#11 ~gość~

~gość~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 19:30

Marcin jest zdruzgotany.Marcin jest w szoku.Jak to możliwe? Po raz pierwszy władze samorządowe rozmawiają z nim nie w pozycji klęczącej.

#12 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 21:18




Deficyt widzę ogromny
Ile to kosztuje i dlaczego tak drogo? Na temat finansów Teatru Wielkiego-Opery Narodowej od lat krąży mnóstwo mitów, a podczas ostatniego kryzysu jeszcze ich przybyło. Cóż, wielkie musi kosztować - pisze Dorota Szwarcman w Polityce.

«Warszawska opera jest z pewnością instytucją kulturalną najsilniej wspieraną z budżetu. Jednocześnie od lat ma kłopoty finansowe. Już sam gmach na placu Teatralnym jest największym budynkiem operowym na świecie. Trzeba go oświetlić, ogrzać, posprzątać. Same koszty utrzymania teatru jako instytucji, łącznie z niezbędnymi remontami i konserwacją oraz zatrudnieniem osób przy tym pracujących, wynoszą w sumie ok. 2 mln zł miesięcznie - ponad ćwierć kosztów całej działalności.

Sztuka

Ogrom sceny operowej pociąga za sobą zwiększenie kosztów wszystkiego, co się na niej odbywa. Konieczność wykonywania hektarów dekoracji i setek kostiumów jest przyczyną tego, iż - wbrew temu, co niedawno sugerowała "Gazeta Wyborcza" ("Chora kasa opery") - teatrowi w żaden sposób nie opłacałoby się korzystać z zewnętrznych pracowni. Każdy, kto interesował się mechanizmami działania teatrów, wie, że granie spektakli jest nieopłacalne. W przypadku opery ta nieopłacalność jest jeszcze większa - zespoły operowe to przecież nie tylko śpiewacy, ale orkiestra, chór i balet.

Najkosztowniejsze są oczywiście premiery. W ostatnich latach ich koszty często przekraczały 1 min zł. Szeregowe spektakle sezonu kosztują odpowiednio mniej (od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu tysięcy złotych), ponieważ nie obejmują już honorariów dla realizatorów (często zagranicznych - im lepszych, tym droższych), kosztów produkcji scenografii i kostiumów czy podwyższonych honorariów dla śpiewaków (często gościnnych, także ze świata). Ale i tak do każdego spektaklu się dopłaca. W zeszłym roku przeciętna dopłata wyniosła ok. 33 tys. zł.

Wysokość takich dopłat jest ogromnie zróżnicowana - zależy od kosztów eksploatacji i od frekwencji. Najwięcej, bo ponad 100 tys. zł, dopłacało się w ostatnich latach do "Turandot" (wznowiona realizacja z 1984 r.), "Podróży do Reims", "Rigoletta", "Króla Rogera", "Otella" czy "Ubu Rex" Pendereckiego (przyczyny tych dopłat są różne, m.in. angażowanie drogich śpiewaków zagranicznych). Najmniej dodaje się do takich spektakli jak "Grek Zorba", w którym muzyka jest odtwarzana z taśmy. Co zaś do frekwencji, ostatnio na łamach prasy lansowany był pogląd, iż publiczność chodzi wyłącznie na spektakle reżyserowane przez Mariusza Trelińskiego. Jest trochę inaczej. Dane frekwencyjne z ostatnich miesięcy wykazują, że z realizacji laureata Paszportu "Polityki" bardzo dobrze ma się "Dama Pikowa" jako rzecz stosunkowo świeża, nieźle "Don Giovanni" (dość dawno nie grany z powodu kłopotów z obsadą), gorzej już nieco "Madame Butterfly" i "Otello", a już wręcz marnie - "Król Roger". Najlepszą zaś frekwencję wśród wszystkich przedstawień mają rzeczy ogólnie znane, takie jak "Carmen", balet "Jezioro łabędzie" oraz przedstawienia dla dzieci: "Dziadek do orzechów", który jest jedynym spektaklem wychodzącym na plus, oraz "Pan Marimba" Marty Ptaszyńskiej. Przeciętnie widownia sali im. Moniuszki zapełniona była w zeszłym roku w 88,4 proc., a sali im. Młynarskiego - w 102 proc. Oczywiście, rezultat nie byłby tak optymistyczny, gdyby nie rozdawano wejściówek na niektóre spektakle. Ogólnie jednak na sprzedaży biletów teatr zarobił w zeszłym roku ponad 7,5 mln zł, czyli jedną trzecią wszystkich wpływów.

Czy to znaczy, że trzeba grać w kółko "Dziadka" i "Zorbę", a przestać grać "Rogera" i "Ubu"? Bynajmniej. Można by kalkulować w ten sposób, gdyby ten teatr istniał tylko dla zarobku (albo jak najniższej straty). Jednak miano Opery Narodowej zobowiązuje.

Kadry

Jeszcze w latach 80. pracowało tu ponad 1400 osób. W końcu zeszłego roku były 1042 etaty; dziś 1054 - trochę powiększył się balet. W tym 377 etatów to pion artystyczny (soliści, orkiestra, chór, balet, realizatorzy). Jacek Kaspszyk, obejmując dyrekcję artystyczną, zredukował orkiestrę do 124 osób (odmładzając ją przy okazji i podnosząc poziom artystyczny) i zlikwidował jeden z chórów. Tyle samo mniej więcej co artystów - czemu nietrudno się dziwić, pamiętając o wymiarach sceny - jest osób zatrudnionych w pionie technicznym związanych z obsługą przedstawień oraz produkcją dekoracji i kostiumów. Ponad 187 etatów przypada na administrację, nie są to jednak wyłącznie zastępy biuralistów, także bileterzy, portierzy, ochrona, szatniarki, zaopatrzeniowcy czy sprzątający.

Najbardziej absurdalny jest system zatrudniania artystów. Pod tym względem wszystko jest jak za komuny albo jeszcze gorzej. Pracownicy artystyczni obok płacy zasadniczej, premii i innych dodatków (funkcyjne czy za grę na własnym instrumencie) mają - jak w fabryce - normy, czyli liczbę obowiązkowych spektakli, za które wynagrodzenie wliczane jest do pensji. Od lat 70. były one systematycznie obniżane: kiedyś w ramach norm muzyków orkiestrowych, chórzystów i tancerzy mieściło się po kilkanaście spektakli; solistów obowiązywało do sześciu. Obecnie członkowie zespołów mają ich maksymalnie 6-7 (koncertmistrz orkiestry - 3), a soliści - 0 lub 1. Każdy spektakl ponadnormowy opłacany jest odpowiednio wyższymi stawkami.

Podobnie jest z próbami: w ramach normy artysta nie może mieć ich więcej niż dni roboczych w miesiącu. Ale najpierw wprowadzono wolne soboty, więc próby sobotnie już stały się ponadnormowymi. Odkąd zaś gra się mniej spektakli, w dniach, gdy nie ma przedstawień, odbywają się po dwie próby (a bywa tak zwłaszcza w okresie przygotowania premiery) - i wówczas jedna z tych prób jest dla muzyków ponadnormową. Z tych absurdów wynikają kolejne, na przykład: przedstawienia są tańsze na początku miesiąca, droższe na końcu. Dlaczego? To proste: te pierwsze są jeszcze w ramach normy, te ostatnie są już dla wszystkich ponadnormówkami.

W czwartym kwartale 2003 r. minister Waldemar Dąbrowski nieoczekiwanie przyznał teatrowi 1,6 mln zł na podwyżki dla artystów. Dyrektor Kaspszyk chciał, korzystając z okazji, zmienić system wynagrodzeń na sensowniejszy, czyli rozwiązać umowy z artystami i zaproponować nowe warunki: pensje pozostałyby te same, normy by zlikwidowano, a pieniądze poszłyby w przyzwoite honoraria, czyli wynagrodzenia za prawdziwą wykonaną pracę. Minister zażądał jednak szybkiego załatwienia sprawy, a to uniemożliwiło zmianę umów. Tym samym więc nie tylko zablokowana została możliwość przeprowadzenia reformy, lecz jednocześnie teatr wpadł w pułapkę jeszcze większych obciążeń finansowych.

Podwyżki pensji pociągnęły bowiem za sobą zwiększenie stawek za przedstawienia i próby ponadnormowe (które liczy się w procentach od pensji zasadniczej), a także składki na ZUS. Minister przyznał, co prawda, na te koszty w następnym roku dodatkowe 4 mln zł, było to jednak typowe pompowanie pieniędzy w chory system.

Zgodnie z tym systemem podwyżki objęły wszystkich, także tych, którzy prawie lub w ogóle nie występują. Jest wśród 27 zatrudnionych etatowo w teatrze solistów-śpiewaków niemała grupa, którą przyjął jeszcze wiatach 80. ówczesny dyrektor Robert Satanowski. Wedle dyrektora Kaspszyka nie odpowiadają oni standardom, jakie ustanowił dla teatru; wciąż jednak pozostają na etatach, a ich bytu broni Związek Zawodowy Solistów Śpiewaków. Ostatnio, w poszukiwaniu wyjścia z tej pułapki, dyrekcja wynegocjowała ze związkiem, że grupa ta do września 2006 r. przejdzie na wcześniejszą emeryturę, co trochę odciąży budżet.

Dotacje

Żeby jednak w pełni zrozumieć, na czym polegają obecne kłopoty finansowe teatru, trzeba cofnąć się jeszcze do 1998 r. Wtedy to ówczesna minister kultury Joanna Wnuk-Nazarowa dokonała na nowo rozdzielenia tworu, który połączył wjeszcze większy moloch, zwany Teatrem Narodowym, jej poprzednik Kazimierz Dejmek. Zarządzeniem nr 11 z 28 kwietnia zostały znów powołane dwa odrębne, choć działające pod jednym dachem, organizmy: Teatr Wielki-Opera Narodowa oraz Teatr Narodowy, którym nadano nowy statut. Jeden z punktów owego statutu (obowiązującego do dziś) głosi, iż dotacja na oba teatry będzie co roku zwiększana o sumę nie mniejszą niż wskaźnik inflacji. Paragraf ten pozostawał przez lata martwym punktem.

Nie dość na tym, budżet teatrów podzielono bardzo nierówno: od 28 kwietnia do końca 1998 r. Teatr Narodowy otrzymał ok. 20 min zł, a Opera - ok. 28 min, choć rzeczywiste proporcje teatrów należałoby widzieć jak jeden do trzech, biorąc pod uwagę wielkość sceny i powierzchni użytkowej, liczbę zatrudnionych, a także fakt, iż Teatr Narodowy jako część świeżo odbudowana miał wyposażenie całkiem nowe, w przeciwieństwie do części operowej. Ten niesprawiedliwy podział stał się podstawą do obliczania dalszych dotacji.

Na dodatek kolejno w 2000 i 2001 r., za ministrów Kazimierza Ujazdowskiego i Andrzeja Zielińskiego, w ostatnim kwartale roku, gdy trudno było już cokolwiek zmieniać w planach artystycznych, te zaniżone dotacje jeszcze obcinano: kolejno o 2,7 mln i 4,76 mln zł. Z kolei dotacja na 2002 r. była nawet mniejsza od tej z poprzedniego roku, i to po obcięciu. Nic więc dziwnego, że w 2003 r. opustoszało konto teatru. Początkowo opóźniano wypłaty; później, gdy wszedł wżycie przepis nakazujący bezwzględnie wypłacanie poborów w terminie, zaczęto opóźniać z kolei opłacanie składek na ZUS i Fundusz Świadczeń Socjalnych. Od marca 2005 r. także to stało się niemożliwe. - Zaapelowaliśmy do ministra o pomoc, niestety ten apel został zignorowany. Moja dymisja ze stanowiska dyrektora naczelnego była wyrazem desperacji: jeśli nie otrzymuję pomocy, muszę wziąć na siebie odpowiedzialność - mówi dyrektor Kaspszyk.

Oficjalne stanowisko Ministerstwa Kultury, ogłoszone przez rzeczniczkę Annę Godzisz, głosi, iż zdaniem ministra, "nie ma żadnego uzasadnienia dla zaciągniętych i niespłaconych przez Operę Narodową zobowiązań wymagalnych, m.in. dlatego, że od 2003 do 2005 r. dotacja MK na wydatki bieżące teatru wzrosła łącznie o 13 mln zł". To prawda, pieniędzy teatr otrzymuje więcej niż kiedyś, a dzięki specjalnym funduszom na wydatki inwestycyjne można było zwiększyć bezpieczeństwo przeciwpożarowe i zmodernizować widownię (co wpłynęło na poprawę akustyki). Ale wciąż, jak od lat, dotacje na działalność nie pokrywają kosztów wynagrodzeń dla pracowników, nie mówiąc o całej reszcie.

Na szczęście teatr jeszcze zarabia - na biletach i wynajmie sal oraz lokali usługowych i biurowych (w zeszłym roku ponad 23 mln zł, co stanowiło ok. 43 proc. dotacji ministerstwa). W tym roku na pewno zarobi mniej z powodu ograniczenia przedstawień, ale też i koszty będą w związku z tym mniejsze. Można jeszcze liczyć na sponsorów, choć ostatnio i z tym jest gorzej.

Zaległości w składkach na ZUS są już spłacone: teatr, ustalając z ministerstwem program naprawczy, zmienił przeznaczenie części przyznanej już dotacji. Pozostałe zadłużenia mają zostać spłacone do końca roku. Ale fajerwerków operowych trudno się w najbliższym czasie w Warszawie spodziewać.

Minister przyznaje

Dotacje na działalność Opery (bez dotacji celowych, np. koncerty okolicznościowe, wyjazdy)

1999 r, 41 mln 252 tys. zł

2000 r. 41 mln 585 tys. zł

2001 r. 43 mln 953 tys. zł

2002 r. 40 mln 421 tys. zł

2003 r. 48 mln 931 tys. zł*

2004 r. 54 mln 142 tys. zł*

2005 r. 55 mln 686 tys. zł*

*bez funduszu na inwestycje Źródło: MK, Opera Narodowa

Dama i dziadek najpopularniejsi

Frekwencja na wybranych spektaklach Opery w 2005 r.

Tytuł Miesiąc Frekwencja w proc.

"Dama Pikowa" marzec 102,48*

"Dziadek do orzechów" luty 100,00

"Jezioro łabędzie" marzec 99,78

"Nabucco" marzec 93,34

"La Traviata" marzec 81,07

"Madame Butterfly" luty 80,58

"Oniegin" luty 79,93

"Grek Zorba" luty 78,01

"Straszny dwór" marzec 75,55

"Halka" luty 68,33

"Król Roger" styczeń 67,07

Dane Teatru Wielkiego-Opery Narodowej

* Łącznie z wejściówkami.


I co panowie urzędnicy?Nieżle wdepnęliście."Światowiec" Niesiołowski wmówił wam, że jesteście ciemnotą, burakami i na niczym się nie znacie, słoma wam z butów wystaje i tylko on może z tego ciemnogrodu stworzyć prawdziwe miasto. Naiwni...Teraz się bujajcie z tą całą operą.Dawno trzeba było tego Niesiołowskiego wywalić na zbity pysk!A teraz czołgajcie się przed wielkim panem z Warszawy czy Gdańska (wizjonerem-psia mać), bo nie wiecie co robić z tą kulą u nogi, a i Minister Kultury niezbyt chętny by wam pomóc,a pieniążków na utrzymanie gmachu trzeba będzie dużo, oj dużo...



#13 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 21:19

Życzę odważnych,męskich decyzji Panie Marszałku.Czas, by Niesiołowski przestał Panem manipulować uciekając się do szantaży i wymuszeń.Przecież ten gość nie ma dokąd odejść.Posada wykładowcy za granicą?Bujda! Będzie się trzymał podlaskiego korytka,zwłaszcza,że ma pensję wyższą od Pana, a w Białymstoku gości tylko od czasu do czasu.Na taką posadę liczy na pewno niejeden dyrygent, więc nie ma obaw, że instytucja upadnie.Ważne, że są muzycy.Oni bez Niesiołowskiego już niejednokrotnie grali i wyjeżdżali na zagraniczne koncerty.No i okazało się, że można!

#14 ~muzyczki~

~muzyczki~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 21:57


Muzycy pchii połowę trzeba wyrzuci bo ledwie smyczkami ruszają i trąbią w te trąby. Uważają się za gwiazdy, a daleko im nawet do czystego grania...

CYTAT(Gość @ 24.06.2009, 22:19:39) <{POST_SNAPBACK}>
Życzę odważnych,męskich decyzji Panie Marszałku.Czas, by Niesiołowski przestał Panem manipulować uciekając się do szantaży i wymuszeń.Przecież ten gość nie ma dokąd odejść.Posada wykładowcy za granicą?Bujda! Będzie się trzymał podlaskiego korytka,zwłaszcza,że ma pensję wyższą od Pana, a w Białymstoku gości tylko od czasu do czasu.Na taką posadę liczy na pewno niejeden dyrygent, więc nie ma obaw, że instytucja upadnie.Ważne, że są muzycy.Oni bez Niesiołowskiego już niejednokrotnie grali i wyjeżdżali na zagraniczne koncerty.No i okazało się, że można!



#15 ~rozpoznałam cię~

~rozpoznałam cię~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 22:02

CYTAT(Gość @ 24.06.2009, 22:18:56) <{POST_SNAPBACK}>
Deficyt widzę ogromny
Ile to kosztuje i dlaczego tak drogo? Na temat finansów Teatru Wielkiego-Opery Narodowej od lat krąży mnóstwo mitów, a podczas ostatniego kryzysu jeszcze ich przybyło. Cóż, wielkie musi kosztować - pisze Dorota Szwarcman w Polityce.

&laquo;Warszawska opera jest z pewnością instytucją kulturalną najsilniej wspieraną z budżetu. Jednocześnie od lat ma kłopoty finansowe. Już sam gmach na placu Teatralnym jest największym budynkiem operowym na świecie. Trzeba go oświetlić, ogrzać, posprzątać. Same koszty utrzymania teatru jako instytucji, łącznie z niezbędnymi remontami i konserwacją oraz zatrudnieniem osób przy tym pracujących, wynoszą w sumie ok. 2 mln zł miesięcznie - ponad ćwierć kosztów całej działalności.

Sztuka

Ogrom sceny operowej pociąga za sobą zwiększenie kosztów wszystkiego, co się na niej odbywa. Konieczność wykonywania hektarów dekoracji i setek kostiumów jest przyczyną tego, iż - wbrew temu, co niedawno sugerowała "Gazeta Wyborcza" ("Chora kasa opery") - teatrowi w żaden sposób nie opłacałoby się korzystać z zewnętrznych pracowni. Każdy, kto interesował się mechanizmami działania teatrów, wie, że granie spektakli jest nieopłacalne. W przypadku opery ta nieopłacalność jest jeszcze większa - zespoły operowe to przecież nie tylko śpiewacy, ale orkiestra, chór i balet.

Najkosztowniejsze są oczywiście premiery. W ostatnich latach ich koszty często przekraczały 1 min zł. Szeregowe spektakle sezonu kosztują odpowiednio mniej (od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu tysięcy złotych), ponieważ nie obejmują już honorariów dla realizatorów (często zagranicznych - im lepszych, tym droższych), kosztów produkcji scenografii i kostiumów czy podwyższonych honorariów dla śpiewaków (często gościnnych, także ze świata). Ale i tak do każdego spektaklu się dopłaca. W zeszłym roku przeciętna dopłata wyniosła ok. 33 tys. zł.

Wysokość takich dopłat jest ogromnie zróżnicowana - zależy od kosztów eksploatacji i od frekwencji. Najwięcej, bo ponad 100 tys. zł, dopłacało się w ostatnich latach do "Turandot" (wznowiona realizacja z 1984 r.), "Podróży do Reims", "Rigoletta", "Króla Rogera", "Otella" czy "Ubu Rex" Pendereckiego (przyczyny tych dopłat są różne, m.in. angażowanie drogich śpiewaków zagranicznych). Najmniej dodaje się do takich spektakli jak "Grek Zorba", w którym muzyka jest odtwarzana z taśmy. Co zaś do frekwencji, ostatnio na łamach prasy lansowany był pogląd, iż publiczność chodzi wyłącznie na spektakle reżyserowane przez Mariusza Trelińskiego. Jest trochę inaczej. Dane frekwencyjne z ostatnich miesięcy wykazują, że z realizacji laureata Paszportu "Polityki" bardzo dobrze ma się "Dama Pikowa" jako rzecz stosunkowo świeża, nieźle "Don Giovanni" (dość dawno nie grany z powodu kłopotów z obsadą), gorzej już nieco "Madame Butterfly" i "Otello", a już wręcz marnie - "Król Roger". Najlepszą zaś frekwencję wśród wszystkich przedstawień mają rzeczy ogólnie znane, takie jak "Carmen", balet "Jezioro łabędzie" oraz przedstawienia dla dzieci: "Dziadek do orzechów", który jest jedynym spektaklem wychodzącym na plus, oraz "Pan Marimba" Marty Ptaszyńskiej. Przeciętnie widownia sali im. Moniuszki zapełniona była w zeszłym roku w 88,4 proc., a sali im. Młynarskiego - w 102 proc. Oczywiście, rezultat nie byłby tak optymistyczny, gdyby nie rozdawano wejściówek na niektóre spektakle. Ogólnie jednak na sprzedaży biletów teatr zarobił w zeszłym roku ponad 7,5 mln zł, czyli jedną trzecią wszystkich wpływów.

Czy to znaczy, że trzeba grać w kółko "Dziadka" i "Zorbę", a przestać grać "Rogera" i "Ubu"? Bynajmniej. Można by kalkulować w ten sposób, gdyby ten teatr istniał tylko dla zarobku (albo jak najniższej straty). Jednak miano Opery Narodowej zobowiązuje.

Kadry

Jeszcze w latach 80. pracowało tu ponad 1400 osób. W końcu zeszłego roku były 1042 etaty; dziś 1054 - trochę powiększył się balet. W tym 377 etatów to pion artystyczny (soliści, orkiestra, chór, balet, realizatorzy). Jacek Kaspszyk, obejmując dyrekcję artystyczną, zredukował orkiestrę do 124 osób (odmładzając ją przy okazji i podnosząc poziom artystyczny) i zlikwidował jeden z chórów. Tyle samo mniej więcej co artystów - czemu nietrudno się dziwić, pamiętając o wymiarach sceny - jest osób zatrudnionych w pionie technicznym związanych z obsługą przedstawień oraz produkcją dekoracji i kostiumów. Ponad 187 etatów przypada na administrację, nie są to jednak wyłącznie zastępy biuralistów, także bileterzy, portierzy, ochrona, szatniarki, zaopatrzeniowcy czy sprzątający.

Najbardziej absurdalny jest system zatrudniania artystów. Pod tym względem wszystko jest jak za komuny albo jeszcze gorzej. Pracownicy artystyczni obok płacy zasadniczej, premii i innych dodatków (funkcyjne czy za grę na własnym instrumencie) mają - jak w fabryce - normy, czyli liczbę obowiązkowych spektakli, za które wynagrodzenie wliczane jest do pensji. Od lat 70. były one systematycznie obniżane: kiedyś w ramach norm muzyków orkiestrowych, chórzystów i tancerzy mieściło się po kilkanaście spektakli; solistów obowiązywało do sześciu. Obecnie członkowie zespołów mają ich maksymalnie 6-7 (koncertmistrz orkiestry - 3), a soliści - 0 lub 1. Każdy spektakl ponadnormowy opłacany jest odpowiednio wyższymi stawkami.

Podobnie jest z próbami: w ramach normy artysta nie może mieć ich więcej niż dni roboczych w miesiącu. Ale najpierw wprowadzono wolne soboty, więc próby sobotnie już stały się ponadnormowymi. Odkąd zaś gra się mniej spektakli, w dniach, gdy nie ma przedstawień, odbywają się po dwie próby (a bywa tak zwłaszcza w okresie przygotowania premiery) - i wówczas jedna z tych prób jest dla muzyków ponadnormową. Z tych absurdów wynikają kolejne, na przykład: przedstawienia są tańsze na początku miesiąca, droższe na końcu. Dlaczego? To proste: te pierwsze są jeszcze w ramach normy, te ostatnie są już dla wszystkich ponadnormówkami.

W czwartym kwartale 2003 r. minister Waldemar Dąbrowski nieoczekiwanie przyznał teatrowi 1,6 mln zł na podwyżki dla artystów. Dyrektor Kaspszyk chciał, korzystając z okazji, zmienić system wynagrodzeń na sensowniejszy, czyli rozwiązać umowy z artystami i zaproponować nowe warunki: pensje pozostałyby te same, normy by zlikwidowano, a pieniądze poszłyby w przyzwoite honoraria, czyli wynagrodzenia za prawdziwą wykonaną pracę. Minister zażądał jednak szybkiego załatwienia sprawy, a to uniemożliwiło zmianę umów. Tym samym więc nie tylko zablokowana została możliwość przeprowadzenia reformy, lecz jednocześnie teatr wpadł w pułapkę jeszcze większych obciążeń finansowych.

Podwyżki pensji pociągnęły bowiem za sobą zwiększenie stawek za przedstawienia i próby ponadnormowe (które liczy się w procentach od pensji zasadniczej), a także składki na ZUS. Minister przyznał, co prawda, na te koszty w następnym roku dodatkowe 4 mln zł, było to jednak typowe pompowanie pieniędzy w chory system.

Zgodnie z tym systemem podwyżki objęły wszystkich, także tych, którzy prawie lub w ogóle nie występują. Jest wśród 27 zatrudnionych etatowo w teatrze solistów-śpiewaków niemała grupa, którą przyjął jeszcze wiatach 80. ówczesny dyrektor Robert Satanowski. Wedle dyrektora Kaspszyka nie odpowiadają oni standardom, jakie ustanowił dla teatru; wciąż jednak pozostają na etatach, a ich bytu broni Związek Zawodowy Solistów Śpiewaków. Ostatnio, w poszukiwaniu wyjścia z tej pułapki, dyrekcja wynegocjowała ze związkiem, że grupa ta do września 2006 r. przejdzie na wcześniejszą emeryturę, co trochę odciąży budżet.

Dotacje

Żeby jednak w pełni zrozumieć, na czym polegają obecne kłopoty finansowe teatru, trzeba cofnąć się jeszcze do 1998 r. Wtedy to ówczesna minister kultury Joanna Wnuk-Nazarowa dokonała na nowo rozdzielenia tworu, który połączył wjeszcze większy moloch, zwany Teatrem Narodowym, jej poprzednik Kazimierz Dejmek. Zarządzeniem nr 11 z 28 kwietnia zostały znów powołane dwa odrębne, choć działające pod jednym dachem, organizmy: Teatr Wielki-Opera Narodowa oraz Teatr Narodowy, którym nadano nowy statut. Jeden z punktów owego statutu (obowiązującego do dziś) głosi, iż dotacja na oba teatry będzie co roku zwiększana o sumę nie mniejszą niż wskaźnik inflacji. Paragraf ten pozostawał przez lata martwym punktem.

Nie dość na tym, budżet teatrów podzielono bardzo nierówno: od 28 kwietnia do końca 1998 r. Teatr Narodowy otrzymał ok. 20 min zł, a Opera - ok. 28 min, choć rzeczywiste proporcje teatrów należałoby widzieć jak jeden do trzech, biorąc pod uwagę wielkość sceny i powierzchni użytkowej, liczbę zatrudnionych, a także fakt, iż Teatr Narodowy jako część świeżo odbudowana miał wyposażenie całkiem nowe, w przeciwieństwie do części operowej. Ten niesprawiedliwy podział stał się podstawą do obliczania dalszych dotacji.

Na dodatek kolejno w 2000 i 2001 r., za ministrów Kazimierza Ujazdowskiego i Andrzeja Zielińskiego, w ostatnim kwartale roku, gdy trudno było już cokolwiek zmieniać w planach artystycznych, te zaniżone dotacje jeszcze obcinano: kolejno o 2,7 mln i 4,76 mln zł. Z kolei dotacja na 2002 r. była nawet mniejsza od tej z poprzedniego roku, i to po obcięciu. Nic więc dziwnego, że w 2003 r. opustoszało konto teatru. Początkowo opóźniano wypłaty; później, gdy wszedł wżycie przepis nakazujący bezwzględnie wypłacanie poborów w terminie, zaczęto opóźniać z kolei opłacanie składek na ZUS i Fundusz Świadczeń Socjalnych. Od marca 2005 r. także to stało się niemożliwe. - Zaapelowaliśmy do ministra o pomoc, niestety ten apel został zignorowany. Moja dymisja ze stanowiska dyrektora naczelnego była wyrazem desperacji: jeśli nie otrzymuję pomocy, muszę wziąć na siebie odpowiedzialność - mówi dyrektor Kaspszyk.

Oficjalne stanowisko Ministerstwa Kultury, ogłoszone przez rzeczniczkę Annę Godzisz, głosi, iż zdaniem ministra, "nie ma żadnego uzasadnienia dla zaciągniętych i niespłaconych przez Operę Narodową zobowiązań wymagalnych, m.in. dlatego, że od 2003 do 2005 r. dotacja MK na wydatki bieżące teatru wzrosła łącznie o 13 mln zł". To prawda, pieniędzy teatr otrzymuje więcej niż kiedyś, a dzięki specjalnym funduszom na wydatki inwestycyjne można było zwiększyć bezpieczeństwo przeciwpożarowe i zmodernizować widownię (co wpłynęło na poprawę akustyki). Ale wciąż, jak od lat, dotacje na działalność nie pokrywają kosztów wynagrodzeń dla pracowników, nie mówiąc o całej reszcie.

Na szczęście teatr jeszcze zarabia - na biletach i wynajmie sal oraz lokali usługowych i biurowych (w zeszłym roku ponad 23 mln zł, co stanowiło ok. 43 proc. dotacji ministerstwa). W tym roku na pewno zarobi mniej z powodu ograniczenia przedstawień, ale też i koszty będą w związku z tym mniejsze. Można jeszcze liczyć na sponsorów, choć ostatnio i z tym jest gorzej.

Zaległości w składkach na ZUS są już spłacone: teatr, ustalając z ministerstwem program naprawczy, zmienił przeznaczenie części przyznanej już dotacji. Pozostałe zadłużenia mają zostać spłacone do końca roku. Ale fajerwerków operowych trudno się w najbliższym czasie w Warszawie spodziewać.

Minister przyznaje

Dotacje na działalność Opery (bez dotacji celowych, np. koncerty okolicznościowe, wyjazdy)

1999 r, 41 mln 252 tys. zł

2000 r. 41 mln 585 tys. zł

2001 r. 43 mln 953 tys. zł

2002 r. 40 mln 421 tys. zł

2003 r. 48 mln 931 tys. zł*

2004 r. 54 mln 142 tys. zł*

2005 r. 55 mln 686 tys. zł*

*bez funduszu na inwestycje Źródło: MK, Opera Narodowa

Dama i dziadek najpopularniejsi

Frekwencja na wybranych spektaklach Opery w 2005 r.

Tytuł Miesiąc Frekwencja w proc.

"Dama Pikowa" marzec 102,48*

"Dziadek do orzechów" luty 100,00

"Jezioro łabędzie" marzec 99,78

"Nabucco" marzec 93,34

"La Traviata" marzec 81,07

"Madame Butterfly" luty 80,58

"Oniegin" luty 79,93

"Grek Zorba" luty 78,01

"Straszny dwór" marzec 75,55

"Halka" luty 68,33

"Król Roger" styczeń 67,07

Dane Teatru Wielkiego-Opery Narodowej

* Łącznie z wejściówkami.


I co panowie urzędnicy?Nieżle wdepnęliście."Światowiec" Niesiołowski wmówił wam, że jesteście ciemnotą, burakami i na niczym się nie znacie, słoma wam z butów wystaje i tylko on może z tego ciemnogrodu stworzyć prawdziwe miasto. Naiwni...Teraz się bujajcie z tą całą operą.Dawno trzeba było tego Niesiołowskiego wywalić na zbity pysk!A teraz czołgajcie się przed wielkim panem z Warszawy czy Gdańska (wizjonerem-psia mać), bo nie wiecie co robić z tą kulą u nogi, a i Minister Kultury niezbyt chętny by wam pomóc,a pieniążków na utrzymanie gmachu trzeba będzie dużo, oj dużo...





WSTDZIŁBYŚ SIĘ STRASZYĆ OD PONAD ROKU NA WSZYSTKICH FORACH, KAŻDE MIASTO I KAŻDA OPERA TO TAKŻE INNA SPECYFIKA I ZAKRES DZIAŁALNOŚCI. MOŻE CZEKASZ, ABY POTEM WSKOCZYĆ NA TO MIEJSCE. A DLACZEGO BIAŁYSTOK JEST GORSZY OD INNCH MIAST - STOLIC REGIONU? ALE NIENAWIDZISZ NIESIOŁA - KONKURENCJA? WSTYD! KTO CI DAŁ PRAWO OBRAŻAĆ TAK PRACOWITEGO CZŁOWIEKA, CO ZA JĘZYK,ŻARGON A PIENIĄŻKÓW DUŻO CZY MAŁO NIE TWOJA SPRAWA TO TY WYNOŚ SIĘ DONOSICIELU, ZA AKTYWNIE PRACUJESZ NA TYCH FORACH
ALE PRZECIEŻ TU CI NIE PŁACĄ...A MOŻE...


#16 ~wierna~

~wierna~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 22:25

Nie znam słów uznania dla działalności Niesiołowskiego. Odkąd zawitał do naszego miasta jestem wraz z moimi przyjaciółmi wiernym melomanem. Obserowałem jak instytucja rozwija skrzydła i oddanie Pan Dyrektor dba o jej byt. Nigdy w środowisku nie wypowiedział złego slowa o swoich pracownikach. Taktowny i rzeczowy człowiek. Cenny nabytek Podlasia. To nie czas aby zaprzepaścic wszystkie starania i Dyrektora i całe zespołu. Cieszymy się z Waszych sukcesów na arenie polskiej i miedzynarodowej. Kibicujemy wiernie. Bądźcie i nam wierni i oddani także. Zmobilizujcie siły i zawalczcie o suwerennośc nowej Opery. To wasze przyszłe miejsce pracy i może waszych dzieci. Trzymam kciuki za powodzenie Wasze Kochani!

#17 ~kogogo~

~kogogo~
  • Goście

Napisano 24 czerwiec 2009 - 22:26

takie głosy są cenne, dzięki za sensowny wpis...

#18 ~Sopran liryczny~

~Sopran liryczny~
  • Goście

Napisano 25 czerwiec 2009 - 00:43

CYTAT(kogogo @ 24.06.2009, 23:26:29) <{POST_SNAPBACK}>
takie głosy są cenne, dzięki za sensowny wpis...

Kochani, sensownych głosów wśród melomanów jest wiele. Na forach jednak panują dzikie teksty, które odstraszają porządnych ludzi od dyskusji. Canię Pana Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego za jego wielki wkład pracy w tę instytucję. Dumna jestem z faktu budowy OPERY (która jest "Koroną kultury" jak to ładnie określił minister) w naszym mieście i choćby rózni niezorientowani, i różni pesymiści, i różni szukający zwyczajnej draki wymyślali niestworzone historie, zdania nie zmienię. Czekam na tę OPERĘ z niecierpliwością i jedynym a wielkim zmartwieniem moim jest ta niesprawiedliwa ocena DYREKTORA. Pojawiły się pod jego adresem inwektywy, poniżej podstawowowej przyzwoitości oskarżenia a niektóre sprawdziłam - więc także ordynarne kłamstwa; piszę ordynarne bo takim "językiem " pisane. Panie Marcinie ma Pan wielu sprzymierzeńców, którzy Pana wspierają, interweniują do różnych autorytetów i władz. Proszę trzymać fason, bo to co Pan wykonał zasługuje na najwyższą nagrodę. Pana Marszałka proszę, a upoważnia mnie wiele osób, więc proszę przyjąć liczbę mnogą - a więc prosimy o zrewidowanie stanowiska i zawarcie umowy z panem Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim umowy na czas nieokreślony. To zwlekanie, publiczne dyskutowanie nie przystoi w standardach XXI wieku. Wszystko się ułoży; bo akurat Pana Marcina nie trzeba poganiać; to on nadaje tempo, za którym wielu nie nadąża, więc po co te sztuczne wymogi o jakieś nowe plany. Plany mają się zgadzać z projektem. To śmieszne i kompromitujące jest "wprowadzanie" na etapie budowy innowacji: typu WOAK i Wierszalin; tym bardziej, że mądrze - nie chcą. Byłam na zwiedzaniu gmachu opery, po której oprowadzał i wyjaśniał szczegóły projektant i tam jest wszystko ściśle zaplanowane i tak winna przebiegać realizacja. Nie wywracajcie projektu do góry nogami, bo się przejedziecie na tym, sami; tego się po prostu nie praktykuje; chyba, że bierze się za to jakiś dyletant? Prosimy Pana Marszałka by zrewidował ostatnie stanowisko, w oparciu o dobrego doradcę a nie wystraszonego i bez doświadczenia - Członka Zarz. Opera to nasza chluiba, czeka na nią rzesza melomanów, absolwentów szkół i uczelni muzycznych regionu; a skoro tak interesującą wizję przedstawia Marcin Nałęcz-Niesiołowski - to udowodnił, że można mu zaufać. I na zakończenie zapewniam, że to co rodzi się w takich bólach - będzie naszym największym skarbem. Zamiast na piwo, będziecie wydawać pieniądze na dobrą sztukę ( choć piwo, nie w nadmiarze - jest dla ludzi); i już widzę jak w podskokach jeden przed drugim zdąża do opery i chwali się, że tam idzie...W końcu dajcie nam zasmakować trochę luksusu; nie samym chlebem przecież człowiek żyje ... Proszę zrobić wszystko Panie Marszałku by w piątek na "STRASZNYM DWORZE" STANISŁAWA MONIUSZKI, kończącym sezon, można spokojnie odbierać piękny utwór i nie myśleć, że jest to może ostatni koncert MNN. I zapewniam, że jeśli tak się nie stanie, szykujemy się gremialnie do Urzędu M. I czym nas przyjmiecie?


#19 ~Lena~

~Lena~
  • Goście

Napisano 25 czerwiec 2009 - 08:34

CYTAT(Sopran liryczny @ 25.06.2009, 01:43:42) <{POST_SNAPBACK}>
Kochani, sensownych głosów wśród melomanów jest wiele. Na forach jednak panują dzikie teksty, które odstraszają porządnych ludzi od dyskusji. Canię Pana Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego za jego wielki wkład pracy w tę instytucję. Dumna jestem z faktu budowy OPERY (która jest "Koroną kultury" jak to ładnie określił minister) w naszym mieście i choćby rózni niezorientowani, i różni pesymiści, i różni szukający zwyczajnej draki wymyślali niestworzone historie, zdania nie zmienię. Czekam na tę OPERĘ z niecierpliwością i jedynym a wielkim zmartwieniem moim jest ta niesprawiedliwa ocena DYREKTORA. Pojawiły się pod jego adresem inwektywy, poniżej podstawowowej przyzwoitości oskarżenia a niektóre sprawdziłam - więc także ordynarne kłamstwa; piszę ordynarne bo takim "językiem " pisane. Panie Marcinie ma Pan wielu sprzymierzeńców, którzy Pana wspierają, interweniują do różnych autorytetów i władz. Proszę trzymać fason, bo to co Pan wykonał zasługuje na najwyższą nagrodę. Pana Marszałka proszę, a upoważnia mnie wiele osób, więc proszę przyjąć liczbę mnogą - a więc prosimy o zrewidowanie stanowiska i zawarcie umowy z panem Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim umowy na czas nieokreślony. To zwlekanie, publiczne dyskutowanie nie przystoi w standardach XXI wieku. Wszystko się ułoży; bo akurat Pana Marcina nie trzeba poganiać; to on nadaje tempo, za którym wielu nie nadąża, więc po co te sztuczne wymogi o jakieś nowe plany. Plany mają się zgadzać z projektem. To śmieszne i kompromitujące jest "wprowadzanie" na etapie budowy innowacji: typu WOAK i Wierszalin; tym bardziej, że mądrze - nie chcą. Byłam na zwiedzaniu gmachu opery, po której oprowadzał i wyjaśniał szczegóły projektant i tam jest wszystko ściśle zaplanowane i tak winna przebiegać realizacja. Nie wywracajcie projektu do góry nogami, bo się przejedziecie na tym, sami; tego się po prostu nie praktykuje; chyba, że bierze się za to jakiś dyletant? Prosimy Pana Marszałka by zrewidował ostatnie stanowisko, w oparciu o dobrego doradcę a nie wystraszonego i bez doświadczenia - Członka Zarz. Opera to nasza chluiba, czeka na nią rzesza melomanów, absolwentów szkół i uczelni muzycznych regionu; a skoro tak interesującą wizję przedstawia Marcin Nałęcz-Niesiołowski - to udowodnił, że można mu zaufać. I na zakończenie zapewniam, że to co rodzi się w takich bólach - będzie naszym największym skarbem. Zamiast na piwo, będziecie wydawać pieniądze na dobrą sztukę ( choć piwo, nie w nadmiarze - jest dla ludzi); i już widzę jak w podskokach jeden przed drugim zdąża do opery i chwali się, że tam idzie...W końcu dajcie nam zasmakować trochę luksusu; nie samym chlebem przecież człowiek żyje ... Proszę zrobić wszystko Panie Marszałku by w piątek na "STRASZNYM DWORZE" STANISŁAWA MONIUSZKI, kończącym sezon, można spokojnie odbierać piękny utwór i nie myśleć, że jest to może ostatni koncert MNN. I zapewniam, że jeśli tak się nie stanie, szykujemy się gremialnie do Urzędu M. I czym nas przyjmiecie?


Sopranie liryczny!
Czy dokładnie zrozumiałaś o co przebiega spór? Spróbuj czytać ze zrozumieniem.


#20 ~Sopran liryczny~

~Sopran liryczny~
  • Goście

Napisano 25 czerwiec 2009 - 13:30

CYTAT(Lena @ 25.06.2009, 09:34:21) <{POST_SNAPBACK}>
Sopranie liryczny!
Czy dokładnie zrozumiałaś o co przebiega spór? Spróbuj czytać ze zrozumieniem.

Napisałam po polsku; jeśli ktoś nie rozumie co czyta to niech wyzbędzie się nawyków przepytywania osob dorosłych jak swoich dzieci, czy uczniów?Coż to za maniera? czy zrozumiałaś? ...




Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych